Minusy diety przemiennej

czyli nobody’s perfect.

Nie ma na świecie niczego idealnego. Diety idealnej też nie ma. Wszystko ma swoje plusy i minusy, ale rozchodzi się o to, żeby te minusy nie przesłoniły Wam niewątpliwych plusów. Żeby jednak nie było, że tylko zachwalam, to najpierw będą minusy, a dopiero później plusy. Oczywiście rachunek jest dodatni, bo inaczej bym tej diety nie stosował, ale trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że za wszystko trzeba płacić.

Pierwszą i podstawową wadą diety przemiennej jest to, że… co drugi dzień się nie je. Co nie jest jakoś szczególnie przyjemne. Jednak trzeba to ssanie pokonać, co wymaga silnej woli. A to nie jedyny mankament. W dzień postu możesz się spodziewać obniżonego nastroju. Nie oszukujmy się. Jednym z częstszych objawów na których się łapię jest ograniczanie konwersacji i uczucie zaciśniętej szczęki. No po prostu nie ma się ochoty kłapać ozorem, tylko raczej cierpieć w milczeniu. Pomimo bowiem, że brak jedzenia można znieść łatwiej niż się to początkowo wydaje, jest to po pierwsze wysiłek dla silnej woli, a po drugie jednak wyrzeczenie. Dodatkowo, o czym pisałem przy poradach na temat tego jak przetrwać dzień bez jedzenia, może Ci być zimno. Prawdopodobnie będą Ci marzły ręce i stopy. Tak naprawdę nie ma problemu, jeśli masz komfortową temperaturę otoczenia, te dwadzieścia kilka stopni Celsjusza. Gorzej jest jeśli w pomieszczeniu jest 18° C, albo np. jesteś na dworze, a tu… zima. Normalnie, ponieważ jesteśmy stałocieplni, organizm wytwarza ciepło zużywając na to energię z pożywienia i z zapasów tłuszczu. Ponieważ w dni postu, tego pożywienia brakuje, to i grzanie jest mniej efektywne. Będziesz więc marzł.

Po drugie tak, jak już pisałem, myśli błądzą wokół tego, jakie to straszne cierpienie, jaki nadludzki wysiłek podejmujesz, że trzeba to jakoś przetrwać, że jutro to sobie odbijesz, że przecież to się opłaca, że to tylko kilka godzin i trudno się skupić na jakichś kreatywnych czynnościach. Mnie np. o wiele trudniej się pisze na głodzie. Jakieś proste rutynowe czynności – ok. Są nawet pożądane, bo pozwalają zapomnieć o głodzie. Ale kreatywność spada gdzieś o połowę. Paradoksalnie nawet nie spada tak wydolność fizyczna. Zdarzało mi się biegać w dni postne i nie przewróciłem się z głodu, ale praca szarymi komórkami idzie ciężko.

No i last but not least w dniu postu nie można pić piwa. Tego, jak wielki to dla mnie mankament, chyba nie muszę tłumaczyć. Jeśli jednak nie rozumiesz tego punktu, zerknij do zakładki „o mnie”.

W następnym wpisie zajmę się zaletami diety przemiennej, a muszą być niebagatelne skoro uważam, że warto godzić się na powyższe mankamenty, ze szczególnym uwzględnieniem punktu trzeciego. A Wam co wydaje się najgorsze w tej diecie?


Komentarze

Minusy diety przemiennej — 17 komentarzy

  1. Najgorsze w tej diecie to… żona… która właśnie przyrządza dla siebie i reszty rodziny pyszne jedzonko, zapach rozchodzący się w całym domu, a Ty musisz głodować… 🙂 A tak na poważnie to bardzo mi się podoba ta dieta i sposób w jaki o niej piszesz. Z niecierpliwością czekam na więcej!
    Spróbuje zacząć w przyszłym tygodniu – wybrałem wstępnie wtorek i czwartek na początek dwa dni. Nie wiem czy to dobrze, ale organizacyjnie tak mi pasuje 🙂
    Pozdrawiam, Darek.

    • Generalnie byłbym ostrożny z alkoholem na pusty żołądek. Z punktu widzenia diety, to zarówno wino, jak i piwo przed samym snem by chyba jakoś strasznie wadze nie zaszkodzi, ale dla zdrowia myślę korzystne będzie odpoczynek dla wątroby i trzustki.

        • Szybciej idzie do głowy, czyli już przy niewielkiej ilości można poczuć przyjemny szumek. Do którego jak sądzę można się przyzwyczaić, co moim zdaniem może być groźne.

  2. Cieszę się, że wpadłam na Twojego bloga 🙂 Instynktownie stosowałam od dawna podobne do Twojej diety, ponieważ o wiele łatwiej jest dla mnie nic nie jeść niż jeść wióry drzewne albo pół kanapki i pól parówki 🙂
    Głód o którym dzisiaj w temacie rzeczywiście potrafi być doskwierający – szczególnie w dni wolne, w pracy mogę nie jeść. Wpadam wtedy w ketozę wiec i nastrój i energia całkiem dopisuje.
    Ja stosowałam dietę np. jadłam co chciałam ale tylko rano, a w weekendy odpust 🙂 i chudłam. Wiadomo kobiety o wiele trudniej się odchudzają, chociażby dlatego, że katują się zwykle dietami od lat dziecięcych 🙂 Niestety tkanki mięśniowej spalającej tłuszcz, też mamy proporcjonalnie mniej, dlatego jestem bardzo ciekawa czy uda mi się na Twojej diecie chudnąć. Pewnie jeszcze pozostaje kwestia ile się zje w dni „jedzone”. Czy jakkolwiek się jednak ograniczałeś? Czy późne kolacje zakrapiane alkoholem też wchodziły w grę?
    Nauczyłam się funkcjonować na głodzie, czasami nawet gotuję tego dnia mężowi coś dobrego i nie jest mi specjalnie źle, bo następnego dnia też to zjem 🙂
    Gdy byłam na Montignacu, która była chyba najrozsądniejsza z dostępnych (przerobiłam wszystkie możliwe diety, więc mam ogromne porównanie) mimo wszystko ciągle czułam głód i umiarkowaną satysfakcje z jedzenia. Wolę już czuć głód co jakiś czas, ale funkcjonować normalnie w społeczeństwie – jeść obiady weekendowe u rodziców, wybrać się raz na tydzień do knajpy z mężem na romantyczną kolację, upiec ciasto i nie tylko się na nie popatrzyć 🙂
    Zobaczymy czy efekty będą dodatnie czy ujemne 🙂
    Dzisiaj jestem w pracy, więc post – zapijam go kawą i cola zero 🙂 Wczoraj za to szaleństwo z kuchnią indyjską 🙂
    Pozdrowienia

    • Witaj, jesteś chyba pierwszą przedstawicielką płci pięknej na blogu, która się ujawniła w komentarzach. Od razu przepraszam Ciebie i inne kobiety, że teksty są pisane do 2. osoby liczby pojedynczej rodzaju męskiego. Ale tak mi się jakoś lepiej pisze, no i trzeba przyznać, że większość czytelników to mężczyźni. Mam nadzieję, że cię to nie zrazi.
      Co do meritum, to w 100% zgadzam się z Twoimi obserwacjami. Właśnie o to chodzi, żeby żyć, a nie całe życie się męczyć.
      Co do pytań – wiadomo, że lepiej jeść zdrowsze jedzenie, niż niezdrowe. Ale po to ta dieta jest taka skuteczna, że możesz sobie pozwolić na trochę niezdrowego jedzenia. Na początku jak zaczynałem się odchudzać i byłem mocno zdetereminowany, to jadłem zdrowo i biegałem. Z czasem przestałem biegać, a waga dalej spadała. We wszystkie dni jedzenia piję piwo, może nie do końca podpada to pod zakrapiane kolacje, ale chyba jest zbliżone.

  3. ja myślę że wino w delikatnej ilości może być, wytrawne, np. gruzińskie od maravi- dobra opcja. Kiedyś w winach maltańskich u anglików pracowałem-wiele się dowiedziałem…zwłaszcza o marżach niestety.

      • No i zdaje się, że alkohol może sam w sobie nie tłuczy, ale jest jednak bombą kaloryczną i zaburza metabolizm, bo nasz organizm zamiast spalać zapasy z tkanki tłuszczowej, to musi sobie poradzić z tą nadwyżką kcal z alkoholu?

  4. Z jedzeniem sobie daję radę. Gorzej jest powstrzymać się od piwa. Ograniczam się. Wypijam w dzień głodu jednego Ciechana Wybornego. Oprócz tego jakieś 2-3 litry płynów: woda mineralna niegazowana czysta bądź smakowa i soki przecierowe.

  5. Mam poradę. Pieprz kajeński. Bardzo ostra przyprawa, ale nie jest to de facto JEDZENIE wiec kalorii ma raptem kilka w 100 gramach, czyli cos nie do przejedzenia i tak 😉 W dni niejedzenia czy totalnego obnizenia kalorii, gdy jest czlowiekowi zimno, tak jak piszesz – zimne rece, nogi, warto zjesc pol lyzeczki pieprzu kajenskiego. Po 5 minutach rozgrzewa cale cialo. NAPRAWDĘ. dodatkowym plusem jest przyspieszenie metabolizmu, jesli np. dnia poprzedniego za duzo się pojadło. Takie samo dzialanie mialaby papryczka chili, ale to juz jest jedzenie, stad pomysl na ten pieprz (ktory jest robiony z pestek chili)

  6. to nawet nie wygląda jak pieprz, bardziej jak typowa papryka do sypania, bo to jest z papryki. i bron boze na raz cala lyzeczke, chyba ze ktos jest przyzwyczajony. albo troche na palec, albo szczypte, na koncowke lyzeczki. chwile popiecze w podniebienie, bo to ostre, a po paru minutach ciepło rozlewa sie po calym organizmie. mozna tez dodawac imbir to herbaty zalewanej wrzatkiem ale efekty nie sa tak spektakularne jak szczypta chili (pieprzu cayenne)

    • A ja sobie radzę z tym zimnem pijąc dużo gorącej herbaty, czasem z paroma kroplami cytryny, ale oczywiście bez cukru.Mam nadzieję, że ta cytryna jakoś mi nie namiesza w diecie? No i oczywiście gorąca kąpiel, nawet 2 razy w ciągu dnia. Ale na ten spadek nastroju i drażliwość to chyba się nic nie poradzi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *