Jak schudłem 15 kg w 4 miesiące

i utrzymałem wagę przez rok.

Z nadwagą żyłem prawie ćwierć wieku. Raz było lepiej, raz gorzej. Były czasy, pod koniec liceum, że ważyłem 70 parę kilo, ale rok temu doszedłem do 103 kg. Teoretycznie nie było źle. Mężczyzna poniżej 100 kilo nie wygląda poważnie – pocieszałem się. Generalnie lubię siebie, więc nie miałem z tym jakichś wielkich problemów. Sęk w tym, że wyniki nie wyglądały zbyt dobrze. W wieku 33 lat, miałem podwyższony cholesterol, podwyższony cukier, nadciśnienie, czyli tzw. zespół metaboliczny. Z wszelkimi widokami na regularną cukrzycę i chorobę wieńcową za niedługi czas. Przy moim wzroście 1,85 m wskaźnik BMI oscylował wokół granicy między nadwagą, a otyłością. Trochę się przestraszyłem. 2/3 życia przede mną, a widoki nieciekawe. I w lutym ubiegłego roku zupełnym przypadkiem, choć sądzę, że to nie był przypadek, jednym uchem usłyszałem news o amerykańskich naukowcach i ich eksperymentach na szczurach.

Okazało się, że szczury na diecie, którym obcięto ilość przyjmowanego pokarmu o połowę, były zdrowsze i dłużej żyły. Żadna nowość, większość stulatków w wywiadach opowiada, że całe życie jedli bardzo skromnie, ciężko pracowali fizycznie i generalnie nie było lekko. Niezbyt atrakcyjna perspektywa. Amerykańscy naukowcy postanowili jednak sprawdzić, co by było gdyby ograniczyć ilość pokarmu o połowę, ale nie codziennie. Tylko, jednego dnia podać pełną porcję, a drugiego wcale. I tak na przemian. Już na pierwszy rzut oka widać, że średnio wyjdzie na to samo. Szczury nie jedzące co drugi dzień, przeciętnie będą jadły 1/2 tego co normalnie. Efekty były zaskakujące, choć na chłopski rozum dość logiczne. Szczury jedzące co drugi dzień, żyły równie długo, jak szczury jedzące połowę. Pomyślałem to jest coś dla mnie. Nie byłem szczególnie przekonany, czy to zadziała, bo wydawało mi się to trochę zbyt proste.

Prawda jest taka, że przerobiłem różne diety, głównie ograniczanie jedzenia, zwracanie uwagi na to co jem, eliminowanie słodyczy, kolacji + ruch (marszobiegi, ćwiczenia, rower), niestety zwykle po jakimś czasie waga wracała do tego co było, przed wprowadzeniem reżimu. Całkiem dobre efekty miałem z metodą Montigniaca. Schudłem prawie 10 kilo, dieta nie była ani prosta, ani łatwa, ale wydawała się logiczna. Niestety po jakimś czasie pojawił się efekt jojo i dobiłem do tych nieszczęsnych 103 kilogramów, a przed Montigniaciem byłem na 98 kilo. Jeśli to czytasz, bo chcesz schudnąć, na pewno przerabiałeś/aś to wielokrotnie. Miało być lepiej, a wyszło jak zawsze.

Rozpocząłem stosowanie diety przemiennej, jak się później okazało, taka jest polska nazwa. Choć trzeba przyznać, że jest o tym po polsku bardzo mało w sieci. Google na frazę „dieta przemienna” podaje poniżej 1000 wyników, w dzisiejszych czasach to jest bardzo mało. Fraza „dieta Dukana” ma prawie milion wyników. Szukałem więc w materiałach anglojęzycznych, a tam ta dieta, choć w zasadzie nie jest to dieta, nazywana jest alternate day diet albo alternate day fastening, Czyli dieta co drugiego dnia, lub poszczenie co drugi dzień. Kiepsko się to tłumaczy, więc pozostanę przy diecie przemiennej, choć nie jest to do końca precyzyjne, gdzieniegdzie bowiem  stosuje się to określenie dla diety niełączenia, czyli takiego zmodyfikowanego Montignaca.

Polega to na tym, że z kilku powodów, o których będę pisał na blogu, na diecie jesteś co drugi dzień. W moim przypadku najlepiej sprawdził się całkowity post (nie lubię określenia głodówka), czyli w te dni tylko piję, ale nic nie jem – będę o tym pisał dlaczego. Jednak można zastosować wersję złagodzoną, polega to na tym, że co drugi dzień przyjmuje się 20% normalnej porcji jedzenia, czyli jeśli standardowo zjadasz dziennie 2500 kcal, to w dzień diety zjadasz jedynie 500 kcal. Dla swoich potrzeb zmodyfikowałem też układ, z poszczenia co drugi dzień, na układ 3+4, czyli w każdym tygodniu 3 dni postu i 4 dni normalnego jedzenia. Nie jem w poniedziałki, środy i piątki. Chyba, że… w ten dzień wypada jakaś uroczystość, wyjazd, cokolwiek, co kolidowałoby z dietą. Bo to dieta/post jest dla człowieka, a nie człowiek dla postu.

Ostatnimi czasy przytyłem z 88 kg do 92-93 kg. Po pierwsze dlatego, ze złagodziłem zasady, na jedzenie w poniedziałki i środy obiado-kolacji, co kończyło się zwykle obiadem i kolacją ;), a poza tym wiecie Święta, Sylwester itd. Jestem więc w trakcie restrykcyjnego trzymania diety i zamierzam zejść do jakichś 80-82 kg. Jestem więc jak najbardziej w temacie i będę się odchudzał razem z Wami.

Piszę bowiem to wszystko, żeby zachęcić Was do podjęcia tego wysiłku. Naprawdę jeden dzień na diecie, to potrafi każdy wytrzymać, a skoro tak, to każdy może schudnąć. Nawet jeśli ma kiepskie geny, złe nawyki i uwielbia jedzenie. Pomimo, że dieta ta jest tak prosta, że można ją podsumować w kilku zdaniach, to wydaje mi się, że tematów bardzo długo mi nie zabraknie.


Komentarze

Jak schudłem 15 kg w 4 miesiące — 21 komentarzy

  1. O proszę, skąd ja to znam? 🙂
    Przy wadze 101 kg rozpocząłem dietę Montignaca i schudłem w 5 miesięcy do 87 kg. Po kolejnych 10 miesiącach powróciłem do 100 kg. Chyba czas na wypróbowanie Twojej diety, czekam na więcej szczegółów 🙂

  2. Ciekawie sie zapowiada. nie mialem pojecia o takiej diecie a czesto ja stosuje nieswiadomie i mniej restrykcyjnie ze wzgledu na charakter pracy. W pracy jem w domu średnio 🙂 kto wie czy ta dieta przyniesie efekty. w 2009 w ciagu 3-4 miesiecy zlecialem 15kg minimum (bo nigdy sie nie waże, chodzi o zrzucenie brzucha) tylko, że to było przy diecie niskokalorycznej, 0 cukru, 0 tłuszczu i gazowanego, a do tego cwiczenia na brzuch( dużo i regularnie) .

  3. Zainteresował mnie Twój pomysł na dietę, ale przecież efektem głodówki nie jest spalanie tłuszczu, tylko masy mięśniowej, która w przypadku braku pożywienia zostaje przez organizm spalana w pierwszej kolejności. Wynikiem tego jest rzeczywista utrata wagi, ale kosztem naszych mięśni, nie tłuszczu. Jak to więc wygląda „w praktyce”?

    • W pierwszej kolejności przecież spala się własnie tłuszcz… no co ty, jakby tak było to Afryka byłaby wyludniona a astronauci ginęli na orbicie po tygodniu.
      W przypadku niedoboru energii (cukru we krwi) organizm po jakichś 15-30 minutach zaczyna spalać (a raczej zamieniać) tłuszcz w cukry właśnie.
      Do tego fajnie jest również wiedzieć że np jest coś takiego jak głód zaraz po posiłku. Często po makaronach, ryżach, białym pieczywie, pomimo spożycia ich sporej ilości, po około godzinie mamy ochotę coś przegryźć. Błąd, to znaczy że wraz z ich trawieniem podniósł się poziom cukru we krwi więc organizm produkując insulinę szybko ją obniża. I własnie poprzez dużą dawkę insuliny która pozostaje we krwi poziom cukrów spada powodując u nas taki „głodek” (taka histereza). Jedzenie wtedy jest dość dużym błędem jeżeli chcemy schudnąć.

  4. Witaj Tomku

    Bloga piwnego śledzę już od jakiegoś czasu, jako początkujący, choć już nie raczkujący piwowar domowy są mi bliskie także inne Twoje poczynania i zasługi w tej materii. Choć się osobiście nie znamy, wielokrotnie odniosłem wrażenie, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Czasem tak jest. Dziś natknąłem się na Twoją nową inicjatywę dotyczącą diety i osłupiałem. W pierwszej chwili pomyślałem – moment… „guru” od piwa – na dodatek nie wyglądający na zbyt tęgiego (tak widziałem dawniejsze fotki :)) będzie nawijał o odchudzaniu? WTF?

    Ale po chwili zreflektowałem się, bo to kolejny temat, który jest także mnie jakby to ująć…bliski?

    Moja historia jest oczywiście bardzo podobna. Z tą różnicą, że kiedyś, czyli jakieś 15-20 lat temu byłem w znakomitej formie, dużo ćwiczyłem i ogólnie uchodziłem za dość wysportowanego typa. Potem, podobnie jak u Ciebie – ślub, praca (informatyk), piwne i kulinarne pasje, jakaś kontuzja do tego się przyplątała, i jakoś tak znienacka wpadłem w co tu dużo mówić – otyłość. 5 lat temu zastosowałem u siebie przyciętą do własnej „słabej silnej woli” odmianę diety przemiennej. W ciągu roku zrzuciłem 30 kg. Przez prawie 2 lata ta waga się utrzymywała, nie miałem też żadnych problemów ze zdrowiem. Niestety efekty „jojopodobne” przyszły po tych dwóch latach i teraz znów jestem „sobą”.

    Co więcej, dieta pomogła skutecznie (do dziś) schudnąć jeszcze dwóm znajomym kobiałkom w starszym nieco wieku (po 60 – żeby nie było rechotu na sali – chodzi o babcie moich dzieci).

    Modyfikacje polegały na tym, że całość prowadziłem za pomocą harmonogramu, który zakładał w tygodniu 3 dni normalne (aczkolwiek bez jakichś drastycznych ekscesów typu świnia z ogniska), 2 dni diety całkowitej (dużo płynów bez cukru i trochę owoców) i 2 dni tylko dla stricte dietetycznych pokarmów (chudy drób, warzywa itp). Harmonogram na bieżąco śledził efekty co wspomaga zdecydowanie od strony psychicznej i pozwala się nie pogubić.

    Dni w tygodniu były dowolne, byle utrzymać ich ilość, i nie stosować więcej niż 3 dni „specjalnych” z rzędu.

    Dodatkowo wyznaczyłem sobie godzinny trening fizyczny, który przypadał na dni „normalne” – kilka prostych ćwiczeń ogólnych po to właśnie, żeby utrzymać mięśnie w formie. Ewentualne odstępstwa od diety musiałem potem odpracować.

    W efekcie nie odmawiałem sobie w zasadzie niczego co lubię, nie musiałem się katować a waga spadała, masa mięśniowa wręcz przyrastała, zero jakichś dziwnych zwisów skórnych itp.

    Niestety było minęło. 2 lata po zrzuceniu tych 30 kg nie musiałem robić w zasadzie nic, ale potem w ciągu zaledwie kilku miesięcy spuchłem z powrotem jak saszetka drożdży płynnych ze starterem.

    Piszę to częściowo dlatego, że chcę Cię jakoś wesprzeć w inicjatywie i mam nadzieję, że dzięki temu znów sam podejmę walkę z sadłem, a częściowo żeby uzmysłowić innym a może także i Tobie, że jeśli się ma pewne predyspozycje do tycia, to jednorazowy zryw to nie wszystko. Schudnięcie na stałe – choćbyśmy tego nie wiem jak nie akceptowali, oznacza jednak zmiany na stałe. Zmiany w sposobie życia i żywienia.

    Trzymam mocno kciuki i z całego piwowarskiego serducha (o dziwo całkiem zdrowego) życzę wytrwałości.

    Grzegorz B.

    • Zdecydowanie trzeba sobie uświadomić, że to jest dieta do końca. Jak mawiał Franz Maurer – „mojego albo jej”. 😉 Właśnie siedzę nad tekstem o efekcie jo-jo, jak dobrze pójdzie będzie pod wieczór.

  5. ta dieta to kolejnna mutacja „jem, nie jem” lub INTERMITTENT FASTING, czy tam leangains.

    Acha dieta twoja kopyr oraz wymienione przeze mnie nie są bez wad. Jedna z nich jest to ze dlugo stosowana moze powodowac cukrzycę…

  6. Schudlem 38kg w 2 lata. Ze 125kg zrzucilem na 87… Jak to sie stalo? Duzo ruchu, przede wszystkim basen, regularnie 2-3/tydzien… Regularne posilki. Wieprzowine zastapilem wolowina.. Duzo owocow i warzyw. Do kazdego posilku salatka pomidor-cebula z octem jablkowym. Generalnie duzo octu winnego/jablkowego/balsamico w potrawach… Nie jadlem slodyczy… I tak zrzucilem 38kg po czym przytylem tylko 12… Waga sie utrzymuje w normie, jem tyle ile chce, jest ok… Czyli generalnie duzo ruchu i zdrowego jedzenia… Pomaga!

  7. kopyr teraz nie mogę już tego znaleźć ale mowa była o cukrzycy typu 2?? coś takiego. Jak będe miał czasu to wrzucę link.

    • No wiadomo, że 2., bo typ 1. nie ma związku z odżywianiem. Jak znajdziesz, to bardzo by mnie to interesowało. Te źródła, z którymi ja się zetknąłem podawały dietę przemienną jako remedium na problemy z trzustką i cukrzycę, dlatego mnie to zaskoczyło.

  8. Trzeba będzie spróbować. Piwo lubię, jeść też – efekt wiadomy. Obwód dużo za duży i coraz gorsze samopoczucie. Od kilku dni myślałem nad postem, co prawda raz w tygodniu, a tu proszę – takie wieści. Od poniedziałku zaczynam.

  9. Najlepsza i najprostsza dieta to piwo. Tylko piwo, zamiast wody piwo, zamiast jedzenia piwo.. Działa rewelacyjnie i jest przyjemna 🙂

  10. czołem, trafiłem tu oczywiście z piwnego blogu bo mam podobny problem. Latem jest spoko tracę nawet 5kg jedząc normalnie bo lubię biegać i jeździć na rowerze, ale zimą robi się jojo no bo: tutaj wpisać dowolną listę wymówek związanych z pogodą, krótkim dniem, brakiem czasu itp. Widzę że dieta ma tę zaletę że daje efekty dość szybko, mam tylko parę pytań? czy to się nie odbija na żołądku (miałem kiedyś problemy z żołądkiem, dlatego pytam), zwłaszcza jak się rano zarzuci kawę na pusty? Bierzesz jakieś suplementy do tego, jak magnez, witaminy itp?
    Miałem już parę głodówek za sobą (raczej jako test silnej woli), więc jestem w stanie wytrzymać dzień bez jedzenia, problem będę miał wieczorem, bo ja jestem od gotowania i przygotowywania kolacji 🙂
    Największe zalety to oszczędności finansowe (zaoszczędzoną na jedzeniu gotówkę można wydać na porządne piwo) i brak gwałtownych zmian w aktualnym jadłospisie.
    Zaczynam od jutra (w cyklu pon-śro-pią), zobaczymy jakie będą efekty.

    • Powiem tak, nigdy nie miałem problemów z żołądkiem. Na chłopski rozum, jeśli będziesz pił tylko wodę albo jakieś herbatki, to raczej się nie odbije, ale jeśli masz problem, to kawa na pusty żołądek, może być problemem.

  11. apropos cukrzycy to jest trochę artykułów wskazujących że intermittent fasting pomaga w cukrzycy a nie powoduje http://voices.yahoo.com/intermittent-fasting-diabetes-5384383.html
    A dieta głodowa (600kcal) przez osiem tygodni nawet w kilku przypadkach wyleczyła cukrzycę typu dwa po podobno odtłuszcza trzustkę i wątrobę co prowadzi do wyregulowania wydzielania insuliny (ale jeszcze prowadzą badania, temat obecny w guglu więc linka nie wklejam)

    • No właśnie dlatego poprosiłem andryou o jakieś źródła, bo też spotkałem się z opiniami, że dieta przemienna zapobiega, a nie wywołuje cukrzycę typu 2.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *