Czy silna wola się zużywa?

i jak można ją wzmocnić?

Nie da się ukryć, że dla podjęcia diety silna wola jest kluczowa. Wszyscy podświadomie wiemy też, że silna wola słabnie z czasem i już nie jest taka silna. Co gorsza, silna wola czy szerzej rzecz ujmując samokontrola potrzebna jest nam nie tylko do wytrzymania na diecie, ale też do podjęcia wszelkiej innej działalności, która wymaga od nas wysiłku, takiej jak nauka, praca. Dodatkowo zużywamy ją do panowania nad swoimi emocjami oraz… do podejmowania decyzji. Mówi się, że dlatego politycy i menedżerowie wysokiego szczebla tak często wikłają się w romanse, bo ich silna wola osłabiona jest przez konieczność częstego podejmowania decyzji.

Jakiś czas temu czytałem o badaniach gdzie studentom kazano przez pół godziny siedzieć przy stole, na którym ustawiono talerzyk z kawałkiem czekoladowego tortu. Zapowiedziano im, że nie wolno im zjeść tego ciastka, co generalnie wszystkim się udało, bo w przeciwieństwie do dzieci dorośli są w stanie bardziej się kontrolować. Jednak po tej pół godzinie wysilania silnej woli, kazano studentom rozwiązać test. Okazało się, że w porównaniu do grupy kontrolnej, która nie była katowana ciastkiem, test wypadł słabiej, a studenci szybciej go kończyli. Nie mieli tyle silnej woli, żeby zmagać się z zadaniem.

To samo jest z nami. W dniu, kiedy nie jem, a moja silna wola jest wystawiona na wielką próbę, ciężko mi się pisze, nie lubię tego dnia podejmować jakichś ważnych decyzji, a często po prostu wcześniej idę spać. Dlatego też nie jestem zwolennikiem tego, żeby nakładać na siebie ciężary nie do uniesienia. Na początku diety, kiedy jesteśmy pełni motywacji, nasze pokłady silnej woli aż kipią, chcemy sobie nakładać dużo ograniczeń, postanowień. Może w dniu jedzenia jeszcze zastosować dietę? A może nie jeść kolacji? Albo postanowię sobie, że będę codziennie rano biegać? Nie zamierzam Was od tych szlachetnych postanowień odwodzić, ale uważajcie żeby nie przegiąć. Żeby nie było tak, że w którymś momencie coś w Was pęknie i zarzucicie całą dietę, albo pofolgujecie sobie na innym polu np. wrócicie do dawno rzuconych papierosów.

Dobrym sposobem na zapobieganie wyczerpaniu silnej woli jest unikanie pokus. Czyli po prostu nie stawiamy przed sobą na stole ciastka. Mądrość ludowa mówi: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. I trudno się z tym nie zgodzić. Zamiast więc katować się z rodziną przy kolacji, wyjdźcie do innego pokoju poczytać książkę, bez wyrzutów posurfować po sieci, czy obejrzeć ulubiony, odmóżdżający serial. Nie dręczcie się.

Jest też jednak dobra wiadomość. Silną wolę można trenować. Jak się to robi? Po prostu poprzez udowadnianie sobie, że potrafię, że mogę, że dałem radę i poprzez nagradzanie się za te sukcesy. Jak przy wszystkich treningach kluczowe jest powtarzanie i regularność. Tutaj dieta przemienna kolejny raz przychodzi nam z pomocą. Po pierwsze po dniu bez jedzenia, ma się ogromną satysfakcję, że dało się radę. Po drugie robimy to bardzo regularnie. Po trzecie zaś w dzień jedzenia, można sobie ten wysiłek wynagrodzić czy to poprzez zjedzenie czegoś wyjątkowo smacznego czy po prostu niezdrowego. Ale najlepsze przychodzi, kiedy po kilku tygodniach diety okazuje się, że większość ciuchów jest na nas zbyt obszerna, szczególnie dotyczy to spodni. Wtedy warto udać się na zakupy i, mając w pamięci zaoszczędzone już na jedzeniu pieniądze oraz te które jeszcze zaoszczędzić zamierzamy, trochę zaszaleć. Zobaczycie, że zakupy robi się o wiele przyjemniej, a kolejne sztuki garderoby będziecie oddawać obsłudze nie dlatego, że są za ciasne, tylko za słabo dopasowane. No i jest to też dobry zawór bezpieczeństwa -sytuacja, w której nowe spodnie po jakimś czasie zaczęłyby być nieco ciasne, szybko Was otrzeźwi.


Komentarze

Czy silna wola się zużywa? — 17 komentarzy

  1. to ze spodniami testowałem na sobie – POLECAM! Wydałem za duże i pozostawiłem nowe zakupy – kiedy dopinają się na tzw styk – jest to już czerwone światło, kiedy dodam zakupione t-shirty w rozm L to dopełnia obrazu sytuacji 🙂

  2. Moja silna wola sie nieco oslabila. Niestety po trzech dniach postu (waze sie tylko po dniach postnych, coby sie nie denerwowac 🙂 waze dokladnie tyle samo, nawet co do dkg…

  3. Goplanka spokojnie, 3 dni to bardzo mało, za mało, żeby były efekty. Skontroluj wagę po pełnych dwóch tygodniach. Jak nie zauważysz różnicy, to coś robisz nie tak. Być może w dni „niepostne” spożywasz za dwóch?
    Powodzenia.

    • Pewnie spożywam więcej, niż normalnie bym zjadła, bo budzę się rano głodna jak smok i samo śniadanie jem podwójne… ale takie miały być plusy tej diety, co nie? 🙂

  4. Z ciekawości spróbowałem. Pierwszy dzień (piątek) poszedł jak z płatka. Zresztą nie spodziewałem się kłopotów. Podobnie jak Kopyr pojedyncze dni postu (absolutnego) mam wytrenowane na dużych świętach. Natomiast wczoraj była druga próba i … koszmar. Wytrzymałem, ale chyba pierwszy raz w życiu nie mogłem zasnąć, a jak już zasnąłem, to co jakiś czas się budziłem (a jestem śpiochem na zabój, z reguły mogę zasnąć o dowolnej porze i na dowolnie długi czas, a co się wtedy wokół mnie dzieje nie ma żadnego znaczenia dla mojego błogiego snu). Czuję, że mój organizm zwietrzył podstęp i przyjmuje obronę poprzez atak :/

    • No u mnie też było wczoraj ciężko. Ale to już zaobserwowałem dawno, że poniedziałki są pod tym względem najgorsze. Dodatkowo rano, nie zobaczyłem dwóch ósemek, na które liczyłem. No ale jestem twardy.

      • Dziś na szczęście już dwie ósemki były i dodatkowo po przecinku czwórka, a spodziewałem się ósemki lub dziewiątki, więc miłe zaskoczenie.

  5. Zaczęłam drugi tydzień. Po pierwszym mam 1,8 kg w dół. W poniedziałek, środę i piątek poszczę, we wtorek, czwartek, sobotę i niedzielę jem normalnie, ale ćwiczę po 30 minut na orbitreku. No, lekko nie jest 🙂 Najlepiej, gdy dni postne nałożą się z „zapierniczem” w pracy, wtedy nie ma czasu na jedzenie 😉 Wczoraj do diety przemiennej dołączył mój mąż – chodził nieszczęśliwy, ale wytrzymał. A dziś na obiadek kurczak w curry, mniam 🙂
    Aha, mój sposób na głód – picie wody w zastraszających ilościach.
    Pozdrawiam! 🙂

  6. no ja mam 1.5 kg mniej po tygodniu, ale niestety głodówka wywołała u mnie monstrualny refluks i musiałem zmodyfikować dietę. Muszę jeść przynajmniej dwa razy dziennie więc staram się domknąć postny dzień w ok 600-700 kilokaloriach. W tym tygodniu jem jeszcze skromne śniadanie. W przyszłym już bez. Może z czasem jak przyzwyczaję żołądek do „pustych przebiegów” i jak wyleczę refluks, uda mi się wyeliminować obiad. Ale cel mamy ten sam przynajmniej 80 kilo.

    • tam jest napisane że moźna jeść 500 kacal (a późnej że 20% normalnego spożycia), a to nie jest połowa 🙂 Kopyr promuję wersję hardkorową własnego autorstwa.

  7. Po dwóch tygodniach diety stwierdzam dziwną przypadłość organizmu, to jest w dni w które mam jeść – nie chce mi się jeść 🙂 Chyba jestem jakiś dziwny. Mógłbym nie jeść do kolacji. Coś w tym jest bo jak byłem gruby (prawie 100 kilo) to cały czas chciało mi się jeść. Zauważyłem, że im mniej ważę tym mniej mam ciśnienie na jedzenie.

    Może to fakt, że stosowałem wcześniej inną dietę (myślałem, że hardcorową, ale dieta Kopyra ją przebija w 500% 😉 Może to być spowodowane, że według kalkulatora osiągnąłem swoją wagę.

    Ogólnie duży POZYTYW tej diety. Czuję się doskonale, wcześniej byłem ospały i bez życia. Paradoksalnie w dni „postne” mam więcej energii niż w dni z jedzeniem 😐

    Kopyr, póki co dla mnie same pozytywy twojej diety. Kiedyś instynktownie organizm domagał się odpoczynku w trawieniu pokoarmu. Dzięki twojemu przełożeniu tej diety „na nasze” i robieniu „postu” co 2 dni człowiek się czuje jak nowo narodzony.

    Ale chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt. Kiedyś stosowałem dietę i po osiągnięciu „swojej” wagi nadal chciałem niżej z wagą. Musiałem się zmuszać do jedzenia. W wyniku zejścia drastycznie z wagą zaczęły mi wypadać garściami włosy, wyniki krwi zwariowały. Wniosek jest taki, że jeśli się osiągnie swoją wagę, trzeba ją utrzymać a nie brnąć dalej, bo to może mieć złe skutki. Póki co dieta Kopyra pozwala mi utrzymać wagę i czuć się dobrze.

    Trochę chaotycznie ale inaczej nie umiem 😉

  8. Mam pytanie, może nie dotyczące silnej woli, ale wybiegające trochę bardziej w przód. Jak ta dieta ma się do wakacji/urlopu. Wyjeżdżamy na 2-3 tygodnie, żeby wypocząć, Wiadomo, plaża, góry, jezioro, nie ma szans żeby tą dietę utrzymać. Czy wtedy dajemy sobie spokój z dietą i po 2-3 tyg to nadrabiamy, czy w czasie urlopu też jesteśmy skazani na dni postne.
    Ogólnie sobie nie wyobrażam być nad morzem i mieć dietę przemienną 🙂

    • Ja zacząłem niedawno, ale od razu przyjąłem taką zasadę: poszczę (tylko na wodzie i niesłodzonej herbacie) w poniedziałki, środy i piątki, CHYBA, ŻE w te dni planuję jakiś solidny wysiłek (w sensie sportowo-ruchowy). I tak w tamtym tygodniu cały tydzień jeździłem na nartach, więc jadłem codziennie. I na wadze nie widzę nic niepokojącego 🙂 Tak więc nawiązując do Twojego pytania, ja planuję w takie urlopy jeść, ale i jak najwięcej się ruszać (co zwykle bywa).

  9. ja dzisiaj rano zobaczyłem ósemkę z przodu, co prawda po niej nastąpiły dwie dziewiątki, ale to świetna motywacja. Po dwóch tygodniach -2.6kg, i to chyba tylko dlatego że w weekend sobie pofolgowałem bo pewnie byłoby 3 kilo. Od wczoraj wytrzymanie dnia bez jedzenia nie stanowi już dla mnie problemu, wyeliminowałem już obiad i w postne dni jem tylko sałatkę na kolację (300-350 kcal). Dzisiaj rano obudziłem się już bez burczenia w brzuchu, a i żołądek się skurczył bo najadam się szybciej niż kiedyś.

  10. Pozdrawiam serdecznie kurczę ,człowieku toż nie wiem jak Cię znalazłem na you tube , jakoś przypadkiem ,sam mam duży problem z wagą (a raczej nad) i z determinacją do ćwiczeń i diety plus wszystkie znane rzeczy stres ,brak czasu ,dzieci ,i odreagowanie kłopotów i problemów zjedzeniem czegoś dobrego )Przekonało mnie to do próby ,zaczynam jutro ,i cóz dam znać za miesiąc cóż z tego wynikło )Pozdrawiam serdecznie wszystkich ))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *